sobota, 12 marca 2016

Księga II Rozdział 8 Przerwanie runy małżeńskiej

Clary

Dwa miesiące później.


Życie wszystkich w Nowojorskim instytucie, wróciło do normy. Matka i córka pogodziły się, wyjaśniły sobie wszystko. Luna doszła już całkowicie do siebie. Teraz ona i Sam są oficjalnie parą i dzięki Bogu nie ma najmniejszej szansy na jakiekolwiek pokrewieństwo między nimi. Są praktycznie nierozłączni, chłopak pod wpływem swojej ukochanej zmienił się na lepsze. Matka Clary dowiedziała się, że jej córka żyje. Razem z Luckiem są z tego powodu bardzo szczęśliwi, cieszą się także z pięknej wnuczki. Jace i Clary również są razem, a wkrótce będą połączeni na wieki, tak para chce się pobrać i to jak najszybciej. Żeby ich marzenie mogło się spełnić Clary właśnie dzisiaj ma zerwać runę małżeńską. Kiedy przed dwoma miesiącami kobieta zażądała zerwania runy małżeńskiej, jej mąż nie był zachwycony. Długo nie chciał się zgodzić, lecz w końcu przekonała go jego córka. Nikt tak naprawdę nie wie co takiego, dziewczyna powiedziała ojcu. Można po prostu przypuszczać, że coś naprawdę dobitnego, ponieważ kiedy po jakiś sześciu tygodniach kiedy wysłuchiwała kolejnej sprzeczki telefonicznej swoich rodziców, bez słowa otworzyła bramę i przeniosła się do ojca. Kiedy wróciła jej ojciec zadzwonił, że zgadza się na wszystko, więc dziś ostatni raz ostatni raz spotykają się jako małżeństwo. Para ma się spotkać w cichym mieście, o godzinie dwunastej. Kobieta była już w pełni gotowa do wyjścia. Popatrzyła na zegarek który wskazywał godzinę dziesiątą czterdzieści pięć. Z westchnieniem usiadła na kanapie. W końcu miała prawo być zdenerwowana. Przecież nie codziennie bierze się rozwód. Clary była ze swoim mężem dwadzieścia długich lat i teraz po wielu latach chce zakończyć swój związek. Było jej żal Alejandra, bo to nie on zawinił, lecz również nie może winić siebie. Cała ta sytuacja, wydarzyła się z winy jej przeklętego brata. Jego intrygi doprowadziły właśnie do takiego stanu rzeczy. To przez niego będzie musiała skrzywdzić swojego męża, to przez niego była skazana na życie w nieświadomości. Przez Sebastiana wiele osób bardzo cierpiało, aż za wiele. Jednak jest mu wdzięczna za jedną rzecz, a właściwie nie rzecz tylko osobę, mianowicie za Lunę. To w gruncie rzeczy dzięki niemu ma swoją córkę. Nie może powiedzieć, że nie chciała by aby jej życie potoczyło się inaczej, ale niczego nie żałuje. Kiedy tym razem spojrzała na zegarek, wskazywał on już godzinę jedenastą dwadzieścia pięć, więc uznała, że powinna się zbierać. Wzięła torebkę ki leniwym krokiem wyszła ze swojej sypialni. Na korytarzu czekała na nią jej córka, która miała być światkiem na ceremonii przerwania run. W ciszy ruszyły do holu gdzie po chwili kobieta otworzyła bramę. Kobiety przeniosły się do cichego miasta, na miejsc czkał już na nie brat Enoch.

- Clarisso Adele Rosales miło znów cię u nas gościć.- powiedział w myślach.

- Bracie Enochu widzę, że nic się nie zmieniłeś.- powiedziała Clary z uśmiechem.

- Clary jak zwykle przezabawna.- powiedział. - Co za zrządzenie losu, że zawsze spotykamy się w takich okolicznościach, nieprawdaż?-zapytał.

- Tak tak.- odpowiedziała kobieta.- Czy Alejandro już jest?

- Niedawno przybył.

We trójkę ruszyli do sali w której miała się odbyć ceremonia. Szli krętymi korytarzami przez dobre piętnaście minut. Kiedy dotarli do sali ich oczom ukazali się cisi bracia w towarzystwie Alejandra. Bez słowa kobiety zajęły wyznaczone dla nich miejsca. Czekali tylko, aż świadek Alejandra się łaskawie pojawi. Swoją drogą kobieta zastanawiała się kogo jej mąż mógł za angażować, do tej roli. Po kilkunastu minutach na sale wparowała zakapturzona postać. Z chwilą, gdy przybysz ściągnął kaptur, kobieta zamarła. Jej brat podszedł do wyznaczonego dla niego miejsca i je zajął. Clary ani przez chwilę nie pomyślała, że jej brat mógł być po stronie jej męża. Po kilku minutach żenującej ciszy, brat Enoch zabrał głos oznajmiając, że już pora zaczynać.

- Dnia 17 listopada 2036 roku zebraliśmy się, aby przerwać runę małżeńską nałożoną przez Clarisse Adel Rosales i Alejandra Rosalesa dnia 19 maja 2017 roku.- zaczął mówić.- Czy wymienione osoby są obecne na sali.- zapytał.

- Tak jesteśmy.- powiedzieli razem.

- Dwa tygodnie temu, dostaliśmy ognistą wiadomość z prośbą o przerwanie runy małżeńskiej. Zgodziliśmy się na przeprowadzenie owej ceremonii, jednakże musimy mieć pewność, że obie strony dalej podtrzymują swoje decyzje.-głosy wszystkich braci naraz wypełniły ich głowy.

- Clarisso Adel Rosales czy, w dalszym ciągu podtrzymujesz swoje stanowisko? -zapytał.

- Tak.- odpowiedziałam bez wahania.

- Alejandro Rosales, czy i ty również w dalszym ciągu podtrzymujesz swoją decyzję?

- Tak.- odpowiedział.

- A więc zaczynajmy.



***




pół godziny później




Kobieta o imieniu Clarissa Adel Fray właśnie przed chwilą stała się w stu procentach wolna. Mogła teraz, spokojnie myśleć o przyszłości. Miała prawo ułożyć sobie teraz swoje życie, jak tylko tego chciała. Właśnie w tej chwili wszystko się zmieniło. Kiedy ceremonia się zakończyła z ulgą obie kobiety opuściły ciche miasto. Jednak nie przeniosły się do instytutu, znalazły się w pięknym ogrodzie. W którym było mnóstwo ludzi. Kobieta ie wiedziała co się dzieje, jednak jej córka szybko ją wtajemniczyła.

- To przyjęcie na cześć tego, że jesteś wolna.- dziewczyna powiedziała pospiesznie po czym szybko przytuliła rudowłosą.

- Ale jak?

- Normalnie zebrałam kilkanaście osób i zorganizowaliśmy małe przyjęcie.

- Małe przyjęcie?- powiedziała nie dowierzając.

- No nie przesadzaj, to tylko najbliższe osoby.

- To ja znam tyle osób.- kobieta radośnie się zaśmiała.

- Mamo nie gada już tylko się baw.- dziewczyna powiedziała i lekko popchnęła kobietę ku imprezie.

- Dobrze, już dobrze idę.

- No ja myślę tyle pracy w to włożyłam z moim kaczorkiem, że nie ciekawie by było jak byś się nie chciała pojawić na przyjęciu.

- Dziękuję kochanie.-powiedziała rudowłosa i przytuliła swoją córkę.- Czekaj z kim to przygotowałaś.

- Z kaczorkiem.

- Luna wiem, że jesteś już prawie dorosła ale powiedz mi, że niczego nie brałaś.

- Niczego nie brałam, przysięgam.- powiedziała.- Kaczorku prawda, że nic nie brałam.- dodała po chwili i szybko rzuciła się na szyję blondynowi, który wyrósł ni stąd ni zowąd.

- Prawda maleńka, tylko ile jeszcze do cholery jasnej razy mam ci mówić, żebyś mnie nie tak nie nazywała.- powiedział ze złością.

Po czym ją szybko pocałował. Całowali się, aż przerwało im chrząknięcie. Z niechęcią się od siebie oderwali. Tą osobą okazał się ojciec chłopaka.

- Może byście sobie pokój znaleźli co.- powiedział Jace podchodząc do swojej ukochanej.

Podszedł do niej i biorąc przykład z syna również pocałował swoją ukochaną. Ta zarzuciła mu ręce na szyje. Całowali się nie zważając na nic ani na nikogo.

- Ta jasne i kto tu niby ma sobie znaleźć pokój.

- Chyba oni kaczorku. -powiedziała dziewczyna ze śmiechem.

Chłopak zrobił złowrogą minę i biegiem ruszył w kierunku Luny która z piskiem własnie zaczęła mu uciekać. 

6 komentarzy:

  1. rozdział BOSKI <3
    czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  2. I rany!!! Wszystko zaczyna wracać na odpowiedni tor.
    Cudowny!!!
    Nie mogę się doczekać NEXTU

    OdpowiedzUsuń
  3. cudo i nie mogę się doczekać Nexta Kaczorku :D

    OdpowiedzUsuń
  4. cudo i nie mogę się doczekać Nexta Kaczorku :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń